Kosmetyki dla koni Lincoln Polska przetestowane

Jak wiecie nasze konie są bardzo wymagające jeśli chodzi o pielęgnacje, a jakby tego było mało są miłośnikami kąpieli błotnych. Musimy dbać o ich nienaganny wygląd również ze względu na fakt, że regularnie biorą udział w sesjach fotograficznych. Na rynku możemy znaleźć różnego rodzaju kosmetyki dla koni, które pomagają nam w tym trudnym zadaniu.

Ostatnio otrzymaliśmy do przetestowania na naszych mamutach kosmetyki Lincoln Polska – byłam ogromnie ciekawa jak się sprawdzą.

Pierwszy pod prysznicem wylądował Djimmer – fryz ma dość szorstki, krótki włos, spod którego najczęściej za żadne skarby świata nie da się wygrzebać piachu. Ma też już dość długą grzywę z tendencją do skręcania. Wystarczą dwa dni bez zaplatania a robią się na niej dredo-kręciołki, które ciężko rozplątać. Grzywa i ogon są grube i sztywne i zawsze …. doskonale wypanierowane w błocie. Przed testowaniem Djimmer prezentował się tak 🙂

Djimmer został wykąpany w szamponie z odżywką Silky Shine 2w1. Szampon fajnie sie pieni i pięknie pachnie.

Umyłam szamponem całego zwierza – łącznie z ogonem, szczotami i grzywą. Grzywa była zapleciona w warkocze aby włos pozostał skręcony po wysuszeniu.

Po dokładnym wyszorowaniu odstawiłam Czarnego do suszenia, a następnie użyłam odżywki dla koni Silky Shine Hair Polish&Detangler na ogon i rozplecioną już grzywę. Spryskiwacz tworzy mgiełkę przez co spray jest bardziej wydajny, a produkt ma przyjemny, delikatny zapach. Z łatwością wyczesałam ogon i grzywę, które w efekcie nabrały objętości. Włos stał się lśniący i miły w dotyku, a muszę nadmienić, że wcześniej przypominał raczej druty 🙂

Do nabłyszczenia sierści użyłam odżywki do sierści Lincoln Hair Polish.  Spryskałam całą sierść i dokładnie wtarłam odżywkę szmatką. Na koniec wypolerowałam Djimmera miękką szczotką.

Na koniec zaserwowałam Czarnemu pedicure przy użyciu czarnego smaru do kopyt Lincoln Black Hoof Grease. Z posmarowanymi kopytami wyglądał rewelacyjnie bo kopyta ma dość jasne i bez smaru brzydko kontrastują z czarną sierścią.

Muszę przyznać, że  efekt wywołał szczery uśmiech na mojej twarzy 🙂 Djimmer zwykle jest matowy i potargany, a po kąpieli produktami Lincoln wyglądał jak dżentelmen z wyższych sfer. Wiecie, taki we fraku, cylindrze i pantoflach  :’) Tylko popatrzcie na obrazek u góry!

Szczerze mówiąc to Czarny tak się błyszczał, że ciężko mi było robić zdjęcia w ostrym słońcu – produkty sprawdziły się w 110 %!

Podsumowując – sierść nabrała fantastycznego blasku i zrobiła się miękka w dotyku, wreszcie przestała przypominać wyliniały dywan 😉 Bez trudu wyczesałam grzywę i ogon, które przy tej długości i gęstości są bardzo kłopotliwe, a do tego lubią się skręcać. Nareszcie nie powyrywałam włosów przy czesaniu co było moją zmorą bo staram się zapuścić Czarnemu długą grzywę. Włosy przypominające drut aluminiowy zrobiły się puszyste i przyjemne w dotyku. Nabrały jakby lekkości przez co zwiększyły swoją objętość. Zarówno kosmetyki w sprayu jak i szampon sprawiają wrażenie bardzo wydajnych – wystarczyła niewielka ich ilość aby uzyskać zamierzony efekt. Z pewnością będę używać produktów Lincoln przed sesjami bo koń na zdjęciach wygląda po nich jak milion dolarów!

A te zdjęcia zrobiłam już o zachodzie, po bieganiu po piasku i wytarzaniu się – jak widać wypolerowanego konia brud się nie trzyma 😉   Dzisiaj testowałyśmy kosmetyki na drugim koniu, już niebawem opiszę ich wynik …

 

Dodaj Fairy Horses do obserwowanych i bądź na bieżąco: